Wrześniowe barykady - Globtrotuar

Przejdź do treści

Menu główne:

Wrześniowe barykady

TRAVELPEDIA > HISTORIA
Nie sposób oczywiście napisać o każdy miejscu, które odegrało ważną rolę podczas obrony Warszawy w 1939 r. Jeszcze trudniej udokumentować każde takie miejsce zdjęciami „z epoki”. Dokonując wyboru zdecydowałem się na opisanie kilku miejsc na warszawskiej Ochocie, dlatego, że to właśnie w tej dzielnicy rozpoczęto bój o stolicę, 9 września, i to również tam, 27 września, podpisano akt kapitulacji Warszawy.

PRELUDIUM
Warszawa, jako centrum polityczne i administracyjne oraz kluczowy węzeł drogowo-kolejowy, była jednym z głównych celów dla nacierających ze Śląska niemieckich jednostek pancernych i zmotoryzowanych. Już 3 września pojawiły się one na ulicach Radomska leżącego w odległości zaledwie 185 kilometrów od stolicy.
W tym samym dniu utworzono dowództwo obrony Warszawy z gen. bryg. Walerianem Czumą, komendantem głównym Straży Granicznej. Na własną prośbę, 7 września, przydział do obrony Warszawy uzyskał również płk dypl. Marian Porwit, od 9 września mianowany dowódcą Odcinka Warszawa-Zachód.
Przez kolejne kilka dni prowadzono gorączkowe przygotowania do obrony stolicy mobilizując znajdujące się w mieście i w jego okolicy jednostki wojskowe. Kopano rowy przeciwczołgowe i okopy, zaczęto wznosić barykady.
Spodziewając się, że przeciwnik pojawi się z południa Dowództwo Obrony Warszawy regularnie wysyła w tym kierunku zmotoryzowane patrole zwiadowcze. Tak jedną z takich misji opisywał  płk dypl. Tadeusz Tomaszewski, będący szefem sztabu Dowództwa Obrony Warszawy.

„(...)Osobiście odprawiam młodego porucznika w czarnej skórzanej kurtce, o śmiałym oku, dobrej postawie. Wyjeżdża szosą na Grójec (obecnie Al. Krakowska – przyp. J.Z). Po paru godzinach wraca. Miał starcie z motocyklistami i stracił dwie tankietki. Na podstawie opowiadań uciekinierów melduje, że Niemcy w bardzo prosty sposób oczyszczają sobie szosy zawalone taborami uchodźców. Oto po prostu wjeżdżają samochodami pancernymi i ogniem ckm-ów czyszczą. Wszystko pryska w lewo i w prawo, w pola, a to co zostaje, roztrącają czołgami. W parę chwil potem wyjeżdża następny pluton tankietek, a powracają dwie lub trzy. Niedobrze. Okazuje się, że diabla warte te nasze „Teki".

Kolejna misja rozpoznawcza przeprowadzona 8 września, przez kpt. Antoniego Brażuka, dowódcę kompanii czołgów rozpoznawczych, potwierdziła, że nieprzyjaciel znajduje się już na dalekich przedmieściach stolicy. Pierwszy kontakt z jednostkami zmierzającym ku warszawskiej Ochocie kpt. Brażuk opisał w następujący sposób.

„Dnia 8.IX.39 r. o godzinie 10.00 rano otrzymałem (…) rozkaz Dowódcy Obrony Warszawy, że mam z kompanią czołgów rozpoznawczych przeprowadzić rozpoznanie na dwóch osiach: Warszawa - Mszczonow, Warszawa - Pruszków. (…). Za Raszynem  spotkałem na szosie (w Al. Krakowskiej – przyp. J.Z.) polskie tabory, które się zatrzymały, słyszę strzały, wysyłam dwa motocykle szperacze dla rozpoznania sytuacji, motocykle szperacze wracają z meldunkiem, że w taborach są czołgi, w tym czasie nadjeżdża mój pluton czołgów, wydaję rozkaz rozpoznania sytuacji.
W tym czasie z taboru wypada na koniu polski żołnierz z okrzykami: „Niemcy, Niemcy”. Wysłane dwa czołgi szperacze (tankietki TK – przyp. J.Z.) spotkały się z niemieckim czołgiem, który oddał strzał z działka i trafił czołg szperacza, w drugim czołgu szperaczu spadła gąsienica, w tym czasie został wysadzony przez polskich saperów mostek na szosie
pod Raszynem, niemieckie czołgi szukają przejazdu przez strumyk pod Raszynem – ja wracam na stanowiska obronne Warszawa-Ochota, alarmując obronę Warszawy o niemieckich czołgach na przedpolu Warszawy i składam meldunek ustny gen. Czumie, który znajduje się na Ochocie, o wytworzonej sytuacji".

Napotkane przez kpt. Brażuka czołgi należały do 4. Dywizji Pancernej, dowodzonej przez generała Georg-Hans Reinhardt, później skazanego za zbrodnie wojenne, w tym za celowe niszczenie Warszawy w 1944 r., który czuł się już zdobywcą Warszawy. W swoim pamiętniku pod datą 8 września zanotował:

„Wszyscy wkraczali do serca Warszawy dumni i pewni zwycięstwa. Wszyscy oczekiwali, że Warszawa będzie „miastem otwartym" - nie bronionym."
(1939 r.) Al. Krakowskiej - róg ul. Podborskiej. (2018 r.) Widok obecny.
(1939 r.) W oddali płonąca Warszawa. Do centrum miasta ok. 10 km. Al. Krakowskiej - róg ul. Podborskiej …
(1939 r.) Niemiecka armata polowa le.IG.18 ustawione na skrzyżowaniu Al. Krakowskiej i ul. Bakalarskiej. Być może artylerzyści ostrzeliwując widoczny na chory zonie budynek Grójecka 184-204.
UL. GRÓJECKA (8 września)
Do jednostek obsadzających pierwszą barykadę dołączyli w roli obserwatorów gen Walerian Czuma oraz płk Marian Porwit. Ich oczom ukazała się ul. Grójecka zapchana uchodźcami.

„Przeważały w kolumnie wozy cywilne, w tym dużo wozów drabiniastych ze zbożem z tegorocznych zbiorów” – jaki pisał płk Porwit w swoich wspomnieniach z okresu obrony stolicy („Obrona warszawy Wrzesień 1939”).

Gen. Czuma podjął natychmiast decyzję o usunięciu wozów z drogi i oczyszczeniu przedpola. „Wyrzucone w przód patrole wykonały rozkaz sprężyście. Na przestrzeni około kilometra widać było wozy kierujące się kłusem lub galopem na przełaj przez pole ku ulicy Wawelskiej lub też w stronę ul. Szczęśliwieckiej. (…) Po kwadransie powstała przed nami typowa pustka między-pola”.
Późnym popołudniem dostrzeżono pierwsze niemieckie czołgi na wiadukcie kolejowym na Al. Krakowską. Jadący od strony Rakowca Niemcy znajdowali się na otwartym terenie, którego środkiem biegał brukowana podmiejska szosa oraz linią tramwajową o charakterystycznych słupach trakcyjnych. Do barykady pozostało ok. 1500 m. Widok miasta przesłaniał tylko jeden budynek mieszkalny  (ul. Grójecka 184-204), który ostrzelano zakładając, że może on być polską redutą.

(Fot.) Wiadukt nad torowiskiem, oraz widoczny na horyzoncie budynek ul. Grójecka 184-204. Na tym wzniesieniu po raz pierwszy obrońcy dostrzegli niemieckie czołgi …
(1939 r.) Zdjęcie lotnicze budynku ul. Grójecka 184-204. Do Barykady I było z tego miejsca około kilometra, równych i niezabudowanych pól i pastwisk. (2018 r.) Ten sam widok.
Pierwsze niemieckie czołgi dotarły do zewnętrznych linii obronnych na Ochocie w późnych godzinach popołudniowych 8 września. Około godz. 17.20, na opróżnionym przedpolu pozycji, wzdłuż ulicy Grójeckiej, ruszyło siedem czołgów lekkich i w rozwiniętym szyku.

Na ich drodze stanęła barykada, którą wzniesiono między blokiem mieszkalnym Grójecka 104 (Wojskowy Dom Mieszkalny), a murem targowiska warzywno-owocowym (tzw. „Zieleniak”). Zbudowano ją z wozów tramwajowych, ściągniętych z pobliskiej pętli oraz z ławek i sprzętu szkolnego ze szkoły przy Grójeckiej 93.

Płk Porwita zaskoczył brak niemieckich motocyklistów, o których wiedział, że byli licznie reprezentowani w oddziałach zwiadowczych. Nie był to jednak zwiad, tylko szpica pancerna 4. Dywizji Pancernej.
Czołgi jechały po obu stronach ul. Grójeckiej w szyku bojowym kierując się ku barykadzie u zbiegu Grójeckiej i Opaczewskiej. Tu czekał na nie pluton strzelecki i kompania przeciwpancernej 41. Pułku Piechoty, pod dowództwem por. K. Orłowskiego oraz działa okopane na chodniku pod murem budynku administracyjnego firmy AGRIL, zarządzającego „Zieleniakiem”.

Polscy obrońcy zaczęli strzelać, gdy czołgi zbliżyły się na odległość 500 metrów. Rozkaz do rozpoczęcia ognia wydał płk Porwit, stojący wówczas z lornetką przy działku przeciwpancernym.
„Dałem działkom znak rozpoczęcia ognia. Wywiązał się pojedynek ogniowy, który dał nam tę korzyść, że czołgi niemieckie nie ruszyły już z miejsca. Ich ofiarą padła po naszej stronie barykada przeciwpancerna na szosie, zbudowana, jak się okazało, z ławek, desek i tym podobnych materiałów. Płonęła jak zapałka. Uzyskaliśmy pierwsze cenne doświadczenie, że nasze barykady wymagają przebudowy w ciągu nocy”.
(Fot.) Zniszczony niemiecki czołg Pz.Kpfw. II C na tle liceum Kołłątaja (po prawej) oraz domku w którym mieścił się zarząd „Zieleniaka” po lewej gdzie znajdowało stanowisko polskich artylerzystów.

To pierwsze starcie nieco inaczej opisał płk Julian Janowski - zastępca gen. Waleriana Czumy, dowódcy obrony lewobrzeżnej Warszawy:
„(...) Ok. godz. 17 uderzyła na Ochotę cześć niemieckiej dywizji pancernej w sile 20-30 czołgów. Oddziały te zostały powstrzymane na przednim skraju obrony ogniem dział, działek ppanc. oraz ogniem dwóch baterii ciężkich. Byłem w rejonie targowiska („Zieleniaka” – przyp. J.Z.) na Ochocie przy rozpoczęciu walki i przy oddaniu pierwszych strzałów. Żołnierze nasi na stanowiskach spokojnie patrzą na poruszające się czołgi. Na twarzach skupienie, powaga i jakieś zacięcie. Natarcie czołgów Niemcy wsparli bardzo silnym ogniem. Artylerii ciężkiej oraz nalotami bardzo licznego lotnictwa, które bombardowało i ostrzeliwało ogniem karabinów maszynowych stanowiska piechoty, rzucając także bomby zapalające na barykady. Bataliony nie miały zorganizowanej czynnej obrony przeciwlotniczej, co lotnicy niemieccy szybko wykorzystali, nadlatując na bardzo niskim pułapie"
Pierwszy atak odparto jednak zamiast radości w mieście zapanowała niepewność wywołana wystąpieniem radiowym płk. Umiastowskiego, szefa propagandy Naczelnego Dowództwa. Zwrócił się on do mieszkańców stolicy z dramatycznym apelem: Wróg u bram miasta! Wszyscy do budowy barykad na ulicach Warszawy! Mężczyźni zdolni do noszenia broni i młodzież mają opuścić miasto!

Druga część tego apelu utwierdziła niemieckie dowództwo w przekonaniu, że stolica Polski nie będzie broniona dlatego też Niemcy ogłosili komunikat o zajęciu Warszawy. By zmiękczyć jednak ewentualny opór przystąpili do nocnego ostrzeliwania stolicy, co wywarło na mieszkańcach duże wrażenie.

Prezydent Starzyński, mianowany przez gen. Czumę, Komisarzem Cywilnym Obrony, zwrócił się do ludności z uspokajającym apelem. Na miejsce płk. Umiastowskiego wyznaczono ppłk. Wacława Lipińskiego. Dowódca Obrony Warszawy wydał do żołnierzy rozkaz, odczytany przed frontem oddziałów, a następnego dnia, już w czasie walki, powtórzony przez radio. Dość! Ani kroku dalej!

UL. GRÓJECKA (9 września)
Barykada I
Noc przebiegła polskim obrońcom na pracy nad odbudową barykady, której drewniane elementy spłonęła doszczętnie po pierwszej wymianie ognia. Barykadę odtworzono blokując ulicę zniszczonymi tramwajami oraz wozem(ami) meblowymi firmy C. Hartwig.
(1939 r.) Barykada na skrzyżowaniu ul. Grójeckiej i Opaczewskiej – po prawej stronie fragment budynku administracji „Zieleniaka” przy którym znajdowało się stanowisko polskich artylerzystów, po lewej budynek Grójecka 104 (kamienica Funduszu Kwaterunku Wojskowego). (2018 r.) Betonowe cyfry „1939” to pomnik projektu Juliana Pałki wzniesiony w 1979 r. Pomalowany na różowo budynek to Grójecka 104.
(1939 r.) Barykada I (skrzyżowanie ul. Grójeckiej i ul. Opaczewskiej) (1) Grójecka 104, (2) Liceum Kołłątaja (3) willa „Zieleniak” (4) barykada z tramwajów i wozów meblowych (5) i (6). zniszczone niemieckie czołgi. (7) Budynek „Wszechnicy” broniący frontu pomiędzy ul. Grójecką i Al. Żwirki i Wigury. Czerwone strzałki to kierunek ataku Niemców. (2018 r.) Skrzyżowanie ul. Grójeckiej i Bitwy Warszawskiej/Banacha
Niemiecka 4. Dywizja Pancerna, podciągnąwszy w ciągu nocy przydzielone jej wzmocnienie z 13. Dywizji Zmotoryzowanej, ugrupowała się w rejonie kolonii Rakowiec do kolejnego natarcia. Sformowano dwie grupy bojowe: zachodnią (ul. Grójecka) w składzie 36. Pułku Czołgów i przydzielonego mu 33. Pułku Strzelców Zmotoryzowanych i wschodnia (ul. Żwirki i Wigury) w składzie 35. Pułku Czołgów i 12. Pułku Strzelców Zmotoryzowanych.

O świcie na polskie pozycje  uderzyła artyleria, a w trzy kwadranse później ruszyły do natarcia czołgi. Niespodzianką dla napastnika była odpowiedź polskiej ciężkiej artylerii, która obłożyła ogniem posuwające się kolumny pancerne. Drugą niespodzianką okazały się miny przeciwpancerne położone na podejściach ku Ochocie. Niestety większość z niemieckich czołgów wyminęła je.
(1939 r.) Budynek administracji „Zieleniaka”. Zdjęcie wykonane przed Barykadą (I) już po zakończeniu działań wojennych. Doskonale widoczne tramwaje oraz kozły z drutem kolczastym, które kilka tygodni wcześniej blokowały przejazd ul. Grójecką.   Willa „Zieleniak” została zburzona w 1969/70 r.  by zrobić miejsce pod Hale Banacha.
(1939 r.) Budynek Grójecka 104 flankujący Barykadę I, widziany od strony ul. Opaczewskiej oraz dwa czołgi (Pz.Kpfw II C (nr 212) oraz Pz.Kpfw I (nr I09) prawdopodobnie z 36. Pułku Pancernego, 4. Dywizji Pancernej) unieruchomione na minach. Przyspawane do czołgu „szyny” mogą być nietypową formą anteny radiowej zamontowanej na czołgu dowodzenia. Czołgi unieruchomiono na wysokości budynku ul. Opaczewska 12.
Oprócz barykady wjazdu w ul. Grójecką broniło wkopane pod murem budynku administracyjnego firmy AGRIL, zarządzającego „Zieleniakiem”, działo 75 mm pod dowództwem por. Eugeniusza Niedzielina. Jego obsługa  zniszczyło trzy czołgi i dwa samochody pancerne, umożliwiając pozostałym na stanowiskach strzelcom zwalczanie obsługi i postępującej za czołgami piechoty niemieckiej.

Niestety następna fala czołgów sforsowała barykadę. Część polskich piechurów wycofała się do okolicznych domów gdzie zbudowano gniazda oporu.

(Fot.) Atak na Barykadę I. Po prawej płonie budynek liceum Kołłątaja, w środku willa „Zieleniak”, po lewej reduta Grójecka 104. Zdjęcie wykonano z miejsca na wysokości obecnej ul. Dickensa.
Ataka na Barykadę II
Po opanowaniu pierwszej linii polskich umocnień fala niemieckich czołgów i żołnierzy ruszyły po obu stronach ulicy Grójeckiej, ku kolejnej barykadzie, zbudowanej przed ulicą Częstochowską (na wysokości obecnej ul. Baśniowej). Obsadzali ją żołnierze z 6 kompanii 41. Pułku Piechoty oraz działon artylerii dowodzony ppor. rez. J. Suchocki.

(Fot.) Atak piechoty i czołgów ul. Grójecką na odcinku ul Siewierska – ul. Częstochowska / Baśniowa (Barykada II).
(1939 r.) Barykada II – zbudowana z tramwajów oraz wozów meblowych firmy „Bracia Chotomscy”. Po lewej stronie budynek ul. Grójecka 68, na wysokości którego ppor. Suchocki „odstrzelił” kilka niemieckich czołgów. (2018 r.) Ten sam widok.
(1939 r.) Barykada  II (przed ul. Częstochowską). (1) Stanowisko działonu ppor. rez. J. Suchockiego oraz dwa zniszczone przez niego czołgi (2) niespodziewany atak „Panzera” od strony ul. Nieborowskiej (3) niemiecki atak frontalny (odcinek Siewierska – Częstochowska) uwieczniony przez Otto Lanzingera.
Barykada zbudowana była z kilku wagonów tramwajowych oraz wozów transportowych (meblowych ?) firmy Bracia Chotomscy. Sznur tramwajów stojących na szynach osłaniał również z boku wkopane w ziemię polskie działo.
Gdy się rozpoczął bój, Suchocki słyszał jedynie jego odgłosy, gdyż wgląd w przedpole zasłaniały wywrócone przed nim tramwaje.

Po jakimś czasie grupki niemieckiej piechoty zaczęły przechodzić przez barykadę, po czym ruch zamarł. Po chwili ppor. Suchocki spostrzegł, że jeden z tramwajów zaczął się ruszać, i nagle z samego środka barykady wysunął się niemiecki czołg. Podporucznik, ochłonąwszy nieco z ogromnego wrażenia i zaczął strzelać. Już po pierwszym strzale czołg stanął. Podobnie zostały unieruchomione lub zniszczone następne czołgi, które kolejno przechodziły przez barykadę bezpośrednio pod lufą armaty.
Niemcy widząc, że nie przekroczą barykady, wezwali pomocy ciężkiej artylerii, która swym potężnym ogniem zniosła ją doszczętnie.

A od tej chwili ppor. Suchocki uzyskał wgląd na przedpole aż do skrzyżowania ulicy Grójeckiej z Opaczewską. Właśnie w tym momencie podjeżdżały niemieckie samochody, z których wyskakiwała piechota. Suchocki natychmiast posłał w jej kierunku kilkanaście pocisków i zdezorganizował przygotowania do natarcia.

Nagle 30 kroków za stanowiskiem ppor. Suchockiego pojawił się  czołg, wyjeżdżający z ulicy Nieborowskiej. Suchocki przeżył ciężki moment. Zguba działonu zdawała się nieunikniona, gdyż wkopanej w ziemię armaty nie można było obrócić o 180°. Część obsługi skryła się w piwnicy sąsiedniej kamienicy (czyżby ul. Grójecka 68 ?).
Niemcy, zajęci ostrzeliwaniem ulicy przed sobą, nie dostrzegli polskiego działa. Suchocki w poszukiwaniu ratunku rozkazał swoim kanonierom ostrzeliwać czołg z karabinów amunicją przeciwpancerną. Niestety pociski zaczęły bębnić po opancerzeniu czołgu, lecz Niemcy nie zwracali na to żadnej uwagi. Tymczasem w jednej z bram przy ulicy Grójeckiej ukazała się drużyna piechoty pod dowództwem podchorążego.

Gorączkowe znaki ppor. Suchockiego skłoniły go do ataku zachodnią stroną ulicy wzdłuż kamienic. Na rogu Nieborowskiej nieomal doszło do zderzenia się z czołgiem. Podchorąży oniemiał, lecz już w następnej chwili wyrzucił zza rogu kilka granatów w stronę czołgu. Czołg cofnął się i nagle znieruchomiał. Niemcy zaczęli wyskakiwać i kryć się w opłotkach nie zabudowanych parcel.
Grójecka 27 – widok w kierunku pl. Narutowicza. Tą trasą jechał samotny „Panzer” który przedarł się ul. Sękocińską / Słupecką do ul. Grojeckiej, a następnie do  Dworca Towarowego.
(1939 r.) Zniszczone przez ppor. ppor. Suchockiego czołgi typu Pz.Kpfw II C (ul. Grójecka – róg Baśniowej).
Płk. Porwit zapisał w pamiętniku, że działon ppor. Suchockiego  zniszczył cztery czołgi, piąty zaś zmusił do wycofania się w kierunku ul. Szczęśliwickiej.

Tego dnia barykadę (II) przy Częstochowskiej odwiedził Wacław Lipiński, szef propagandy przy Dowództwie Obrony Warszawy. Tak opisał swoje wrażenia z tej wizyty:
„Biegnę ku potężnej barykadzie blokującej całą szerokość Grójeckiej. Twarze żołnierzy roześmiane, pogodne, z ożywieniem pokazują mi stojący bokiem, w odległości dwustu kroków, potężny, niemiecki czołg, dymiący jeszcze jak smok. Wracamy tą samą drogą, w coraz to bardziej gęstym ogniu artyleryjskim. Granaty biją w domy od Wawelskiej lub też przenoszą przez Filtrową i biją w filtry lub dalej”.

Podczas gdy nieprzyjacielskie czołgi zostały zatrzymane między Opaczewską i Częstochowską, działające na zachód od ulicy Grójeckiej niemieckie zgrupowanie natrafiło na lukę i podeszło, aż w rejon Dworca Towarowego. Jednemu z czołgów udało się nawet przedrzeć ulicą Sękocińską — już za placem Narutowicza — na Grójecką w stronę Dworca Głównego. Tutaj jednak został zniszczony. Niektóre grupki strzelców pancernych, zgodnie z taktyką tej broni, obsadziły wybrane domy i utworzyły w nich gniazda oporu, by dołączyć do natarcia z chwilą jego ponowienia.
(1939 r.): (1) Barykada III zbudowana z tramwajów, cegieł i płyt chodnikowych  przed wjazdem na Pl. Narutowicza.  (2) 9 września samotny „Panzer” ominął plac i ruszył ku Dworcowi Towarowemu … (2018 r.) Obecny widok Pl. Narutowicza
Wydarzenia w obrębie ulicy Grójeckiej oraz Al. Żwirki i Wigury dotarły w nieścisłej formie do Dowództwa Obrony Warszawy. Pułkownik Porwit, który dopiero nad ranem 9 września mógł po całonocnej wytężonej pracy położyć się na odpoczynek, został obudzony słowami dowódcy Obrony Warszawy „Pułkowniku, czołgi niemieckie na placu Narutowicza!”

Wiadomości, które tak silnie zelektryzowały dowództwo, były przesadzone, gdyż płk. Porwit na placu Narutowicza zastał pustkę — i rwące się granaty niemieckie. Dopiero w odległości 200 metrów od placu spotkał ciężko rannych żołnierzy niemieckich. Z uzyskanych wiadomości wynikało, że natarcie wzdłuż ul. Grójeckiej załamało się w ogniu polskiej obrony, jednak niektóre domy zostały obsadzone przez niemieckie grupy bojowe.
W poszukiwaniu dobrej obserwacji płk. Porwit znalazł na najwyższym piętrze Domu Akademickiego (Pl. Narutowicza) obserwatora artyleryjskiego, który jednak nie mógł prowadzić ognia, gdyż przewody jego telefonu polowego zostały przerwane. Na przedpolu widać było wiele samochodów ciężarowych i rozbitych czołgów. Z prywatnego telefonu udało się płk Porwitowi przekazać cele do ostrzelania przez baterię ciężką. Do tej akcji włączono również dywizjon artylerii ciężkiej z Pragi, który strzelał bez obserwacji. Ogień tej artylerii przesądził o ostatecznym wyniku walki.

Niebawem u płk. Porwita zameldował się por. Kraskowski z półkompanią (plutonem) czołgów 7TP i zapasowymi załogami. Wkrótce potem polskie czołgi ruszyły na bliskie rozpoznanie, które potwierdziło, że Niemcy faktycznie obsadzali wiele okolicznych domów. Wkrótce potem utworzone z załóg zapasowych i żołnierzy piechoty grupy szturmowe wyparły gniazda niemiecką piechotę. Do starcia polskich czołgów z niemieckimi doszło między ul. Grójecką, a torem kolejki elektrycznej.

Około godziny 15.00 zameldowała się u płk. Porwita kompania cyklistów 40. Pułku Piechoty, która wzmocniła styk między batalionami. Od tej chwili można było pomyśleć o odebraniu opuszczonej Barykady (I) na skrzyżowaniu ul. Grójeckiej i Opaczewskiej.
Oddział składający się z dwóch plutonów piechoty, plutonu kolarzy oraz 5 czołgów typu 7TP, z 2. Kompanii Czołgów Lekkich pod dowództwem  kpt. Grąbczewskiego, wykonał o godzinie 16.20 przeciwuderzenie wzdłuż ulicy Grójeckiej i po krótkiej walce wyparł Niemców całkowicie poza obręb miasta odzyskując również panowanie nad Barykadą I.

AL. ŻWIRKI I WIGÓRY (9 września)
Równie twardy opór stawiły atakującym Niemcom polskie oddziały blokujące równoległą do ul. Grójeckiej - Al. Żwirki i Wigury.  Rdzeń polskiej obrony na osi alei stanowiły dwa działony 1 baterii 29. Pułku Artylerii Lekkiej. Na drodze natarcia niemieckiej grupy stał pluton ppor. rez. Jana Korejwy. Wzdłuż ulicy Wawelskiej obronę stanowiła 5 kompania 41. Pułku Piechoty, a jej wzmocnienie — dwa plutony działek przeciwpancernych ppor. Z. Sutkowskiego i ppor. rez. M. Puchalskiego.

O przebiegu walk w Al. Żwirki i Wigury można przeczytać w książce Apoloniusza Zawilskiego (Bitwy polskiego września), który swoją relację oparł z kolei na relacji niemieckiego podoficera, feldfebla Zieglera, który jako dowódca czołgu średniego wraz z trzema lekkimi osłaniał czołg swego dowódcy kompanii. Już na skraju miasta fala czołgów 35. Pułku Pancernego dostała się pod silny ogień broni maszynowej, który jednak tylko nieszkodliwie bębnił po wieżyczkach czołgów. Przed pierwszą barykadą ukryta w ogrodzie armata 75 mm otworzyła do Niemców ogień, ale wkrótce umilkła po silnym ostrzale. Oddział czołgów przeszedł przez barykadę.

Zaraz za nią przywitał ich znowu ogień działa 75 mm. Gdy feldfebel Ziegler wyjrzał ze swego czołgu, stwierdził, że dwa spośród trzech czołgów lekkich stoją w płomieniach. Nakazał więc jedynemu ocalałemu czołgowi zawracać. Ale w czasie zwrotu i jego czołg został trafiony w silnik z działka 37 mm, choć się nie zapalił.
„Niezwykle szczęśliwym trafem od jednego z płonących czołgów oderwała się świeca (dymna - przyp. J.Z.) i przysłoniła odwrót [...] a przeciwnik od czoła ciągle strzelał trochę za krótko [...] Jednak jeden z pocisków przeszedł pod czołgiem, odrywając część zawieszenia...".

Ziegler oczekiwał w każdej chwili celnego strzału, ale udało mu się osiągnąć ogrody, w których zebrał niedobitki z palących się czołgów. Potem wydostali się na szosę, gdzie zgromadziła się pewna liczba czołgów batalionu.
(1939 r.) Budynek Dowództwa Marynarki Wojennej  (1) oraz zbudowana obok niego barykada w Al. Żwirki i Wigury(2). Doskonale widać, że w 1939 zwarta zabudowa miejska zaczynała się dopiero od ul. Wawelskiej i Opaczewskiej (obecnie Banacha). (2018 r.) Widok obecny.
(1939 r.) Charakterystyczny Budynek Dowództwa MW oraz barykada w Al. Żwirki i Wigury.  Ten sam widok w 2018 r.
(1939 r.) Ruiny gmachu Wolnej Wszechnicy Polskiej (ul. Opaczewska / Banach 2), której załoga broniła odcinka pomiędy Barykadą I, i barykadą w Al. Żwirki i Wigury.
Generał Heinrich Eberbach, we wrześniu 1939 roku do¬wódca niemieckiego 35 Pułku Pancernego w 4 Dywizji Pancernej, widząc, iż obrona Ochoty jest bardzo silna rozka¬zał czołgom wy¬mijać polskie barykady bokami - jednak, jak napisał w raporcie:
„(...) nawet wtedy nasze czołgi są ostrzeliwa¬ne z czteropiętrowych domów, ze świetlików, okien, piwnic i zza kolejnych barykad..."

W odparciu niemieckiego ataku w Al. Żwirki i Wigury wzięli również udział polscy czołgiści. Pluton pancerny por. Sempolińskiego ubezpieczał wylot alei, a pluton pchor. Gołębiowskiego wspierał piechotę, zwalczając wozy bojowe przeciwnika, którym udało się przeniknąć aż na teren Kolonii Staszica (rejon ulic Wawelska/Filtrowa/Topolowa).

Bilans starcia (9 września)

O godzinie 9.45 gen. Reinhardt wydał rozkaz wstrzymania natarcia i powrotu na stanowiska wyjściowe. Niemieckie czołgi zaczęły wycofywać się w kierunku południowo-zachodnim. Rozkaz dowódcy dywizji nieprędko dotarł jednak do grup szturmowych, z tego też względu walki w poszczególnych punktach przeciągnęły się do godzin popołudniowych, a nawet do nocy.

Bitwa na Ochocie 9 września przyniosła zdecydowaną porażkę 4. Dywizji Pancernej. Niemcy utracili co najmniej kilkadziesiąt czołgów. W dzienniku działań bojowych tylko 35 pułku 4.DP odnotowano utratę 63 czołgów, z tego 30 rozbitych doszczętnie. W sumie w trakcie ataku na Ochotę oraz Wolę stracono kil¬kuset ludzi i 43 czołgi, dalszych 40 wozów odniosło poważne uszkodzenia.

Pomimo, że Niemcy musieli cofnąć się na pozycje wyjściowe, niemieckie radio w dalszym ciągu informowało o zdobyciu Warszawy. W tej sytuacji gen. Reinhardt otrzymał rozkaz o niezwłocznym wznowieniu natarcia. Ponieważ było to niemożliwe, udał się osobiście do dowódcy XVI. Korpusu Pancernego, aby uzyskać odwołanie rozkazu. Gen. Hoepner był jednak nieubłagany i nakazał nacierać.

Niemcy nie czekając kolejnego poranka rzucili na Warszawę lotnictwo. Już o godzinie 4.30 duże zgrupowanie samolotów bombowych zaatakowało polskie pozycje na Ochocie i Woli. Odtąd naloty bombowe trwały w niewielkich odstępach czasu przez cały dzień, obejmując prawie wszystkie dzielnice miasta.

UL. RAKOWIECKA  (10 września)
Opór stawiany przez obrońców Ochoty spowodował, że Niemcy spróbowali atakować przez ul. Rakowiecką, usiłując przebić się na Pole Mokotowskie i obejść polskie pozycje na Ochocie. Natarcie ponownie jednak odparto na całym froncie. W trakcie tej operacji Niemcy stracili ogółem 42 zniszczone lub uszkodzone czołgi (dane niemieckie z 10 września 1939 r.). Straty bezpo¬wrotne były jednak niższe i wynosiły około 10-12 czołgów.

Bilans walk w dniach 9-10 września 1939 r.
Dwudniowy atak 4. Dywizji Pancernej zakończył się całkowitym niepowodzeniem. Ze 120 wysłanych do boju czołgów na pozycje wyjściowe powróciło zaledwie 57 z nich. Pozostałe zostały zniszczone, bądź uszkodzone i porzucone przez załogi. Ponad połowa sprzętu pancernego dywizji pozostała na pobojowisku rozbita lub uszkodzona, skutkiem czego straciła ona swoją siłę ofensywną i musiała przejść do obrony. Duże straty poniosła również atakująca razem z czołgami piechota.
W nocy 11 września pododdziały 4. Dywizji Pancernej zostały wycofane z przedmieść  Warszawy w rejon Piastowa. Przygotowywały się tam do boju z wycofującym się ku miastu dywizjom Armii „Łódź" i „Poznań". Napór na miasto zelżał, również dlatego, że inne niemieckie jednostki zostały zaangażowane w bitwie nad Bzurą.

WYPAD NA OKĘCIE (12 września)
Podczas gdy Niemcy tymczasowo zawiesili ataki na Ochotę, Dowództwo Obrony Warszawy potrzebowało rozpoznania na przedpolu, szczególnie w kierunku na Okęcie. Przypuszczano, że przeciwnik mógł na tym kierunku odstąpić celem odparcia przedzierających się ku stolicy resztek Armii „Łódź”.

W sztabie obrony miasta zdecydowano się na wypad rozpoznawczy zaplanowany na noc z 11 na 12 września. Pułkownik Porwit wyznaczył do tego zadania dyspozycyjny batalion dowodzony przez ppłk. Chmurę. Jego batalion został przesunięty w stronę Wierzbna, pozorując uderzenie na południe. Faktycznie miał tam w nocy utworzyć bazę wypadową na Okęcie, gdzie spodziewano się zagarnąć jeńców i uzyskać od nich pożądane informacje.
W operacji  miały również wziąć udział czołgi 7TP z 1. Kompanii Czołgów Lekkich kpt. Michałkowskiego i 2.KCzL kpt. Grąbczewskiego. Czołgiści zajęli wieczorem stanowiska w Al. Niepodległości. Ich czołgi ugrupowano po jednym plutonie z każdej kompanii do osłony lewego skrzydła, pozostałe plutony miały wspierać główne siły atakujących.
Jednocześnie z natarciem batalionu dowodzonego przez ppłk. Chmurę miało ruszyć pozorowane natarcia z Ochoty, pod dowództwem mjr. Artemiego Aroniszydze wspomagane artylerią, które powinno było odciągnąć uwagę wroga od głównego rejonu działania.
Zaplanowany wypad nie odbył się jednak w nocy, jak zaplanowano. Do dziś nie bardzo wiadomo, dlaczego - być może ppłk Chmura nie zdołał na czas zgrupować poszczególnych kompanii, być może zaistniały jakieś inne trudności. W każdym razie odpadł moment zaskoczenia przeciwnika, odpadła również możliwość artyleryjskiego wsparcia z Ochoty.

Gdy nacierające plutony, osobiście dowodzone przez ppłk. Chmurę, podchodziły pod lotnisko na Okęciu, był już świt 12 września. Polskie plutony rozsypane w tyralierze, doszły do pola wzlotów, nieczynnego i porytego lejami po bombach. Następnie zaczęły posuwać się południowo-wschodnim skrajem lotniska, w kierunku ocienionych drzewami budynków mieszkalnych. Był to główny kierunek uderzenia, ale walki rozciągnęły się później szerokim wachlarzem, aż po Służewiec.
Major Artemi Aroniszydze, był Gruzinem, który po ucieczce ze Związku Sowieckiego został kontraktowym oficerem Wojska Polskiego. Od 10 września 1939 r. pełnił on obowiązki dowódcy  2 batalionem 41. Pułku Piechoty broniącego Ochoty. Był jednym z najbardziej zasłużonych obrońców Warszawy w 1939 r. za co został odznaczony przez dowództwo obrony Warszawy Virtuti Militari V Klasy. Jako wróg władzy sowieckiej został on w  marcu 1945 r. aresztowany przez NKWD. Przed wyrokiem śmierci uratowała go amnestia z okazji ogłoszenia Manifestu PKWN oraz sowita łapówka, wręczona UB-ekom przez jego polską żonę Polkę – Lidię.
Istotną rolę w natarciu odegrały jednowieżowe czołgi 2. Kompanii Czołgów Lekkich, które ogniem dział niszczyły stanowiska niemieckiej broni przeciwpancernej i maszynowej. Dzięki ich wsparciu piechurom udało się dotrzeć aż do kolonii Załuski.

Uderzenie zaskoczyło Niemców, powodując znaczne zamieszanie. Zepchnięto do tyłu cały batalion, a stanowisko dowodzenia 62. Pułku Piechoty z 31. Dywizji Piechoty zostało odcięte od reszty dywizji. Atakujący opanowali zabudowania bazy 1. Pułku Lotniczego i portu lotniczego, przy czym zdobyto jeden niemiecki średni czołg. Wozy bojowe szybko wyprzedziły piechurów, rozpraszając się na terenie pola wzlotów lotniska, a minąwszy Kolonię Okęcie kontynuowały atak samodzielnie, docierając do szosy Warszawa-Kraków.

Dowództwo niemieckiej 4. Dywizji Pancernej rzuciło przeciwko atakującym Polakom  batalion piechoty i dywizjon przeciwpancerny. Dalsze natarcie załamało się. Niemcy nie tylko nie opuścili tego rejonu, ale trzymali go silną jednostką piechoty i artylerii przeciwpancernej.

Polacy zaczęli się wycofywać pod osłoną czołgów 1. Kompanii Czołgów Lekkich. Tak wspominał tą operację por. Władysława Sempolińskiego - dowódcy 1 plutonu czołgów z 1. KCzL:
„Kompania kpt. Grąbczewskiego miała za zadanie osłonę natarcia przez uderzenie na pole wyścigów - Służewiec. O nieprzyjacielu wiedzieliśmy, że obsadza lotnisko Okęcie i prawdopodobnie niektóre forty. Po przekroczeniu zabudowań lotniska Okęcie i wejściu na właściwe lotnisko zwiększyliśmy tempo marszu, aby szybciej dojść do wsi Okęcie, licząc na to że piechota dojdzie za nami. Na lotnisku zauważyłem samolot niemiecki typu „Storch" (pamiętając z odprawy o rozkazie zniszczenia ewentualnie napotkanych samolotów nawróciłem i najeżdżając na ogon zniszczyłem go. W międzyczasie czołgi moje oderwały się, że straciłem z nimi łączność (nie było radia).
Całą możliwą szybkością jechałem do wsi Okęcie. W samej wsi spostrzegłem, że Niemcy są całkowicie zaskoczeni moim pojawieniem się. Otworzyłem ogień z obu ckm-ów, ale nigdzie nie zauważyłem ani czołgów naszych ani piechoty. Wobec tego, że zauważyłem jak Niemcy opłotkami podciągają działa ppanc, wycofałem się na lotnisko do małej kotlinki. Tu znalazłem (5) czołgów, z tego (2) z mego plutonu i (3) z innego. Do akcji tej kompanie zostały wymieszane dla dodania naszej kompanii czołgów jednowieżowych z działami ppanc.
(…) Postanowiłem ponownie natrzeć na wieś Okęcie, następnie, posuwając się wzdłuż wsi po obu stronach w prawo, dojść do miejsca walki. Wydałem rozkaz i ruszyłem pierwszy. Czułem jednak, że dobry duch i nastrój jaki był poprzednio, jak gdyby popsuł się. Ledwo ujechaliśmy z 300 m jak otrzymaliśmy silny ogień z prawej strony od hangarów jak i na wprost ze wsi Okęcie. Czołg pchor. Gołębiowskiego wyleciał w powietrze, trafiony w. amunicję ppanc, mój czołg trafiony został rykoszetem w uchyloną przednią klapę kierowcy tak, że została wyrwana dziura o średnicy ok. 30 cm, kierowca został lekko ranny odłamkami pancerza. Inny czołg zapalił się.
Ponieważ czołg mój stanął więc przez chwilę prowadziłem jeszcze ogień z km na wieś i na okop przed wsią, który wydal mi się podejrzany, a następnie zastąpiłem kierowcę. Zorientowałem się, że reszta czołgów (3) które byty jeszcze na chodzie wycofuje się, wobec tego, jak i również, że miałem czołg uszkodzony, też zacząłem się wycofywać. Przy budynkach lotniska spotkałem naszą piechotę. Było dużo rannych, których zabrałem na czołg. Spotkałem też inne czołgi wycofujące się, niektóre mocno uszkodzone. Silnik mój coraz gorzej pracował. Po przekroczeniu lotniska dostałem się w ogień artylerii. Wskutek tego, że silnik prawie że przestawał działać kazałem zejść wszystkim z czołga. Czołg zdołałem doprowadzić jeszcze w pobliże szosy Grójeckiej i tu musiałem go już opuścić. Przed opuszczeniem uszkodziłem broń i zniszczyłem filtr paliwa"
(1939 r.) Prawdopodobne miejsce w którym zniszczono dwa polskie czołgi, w tym ten którym dowodził por. Sempoliński.   Pierwszy trafiono kilka metrów po przekroczeniu szosy, drugi dotarł kilkanaście metrów dalej.  (2018 r.) Ta sama okolica w 2018 r. (Al. Krakowska 15).
Niemcy nie zadowolili się odparciem ataku, ruszając za wycofującymi się Polakami. Sytuacja stawała się coraz trudniejsza. Kontratakująca niemiecka piechota parła ku Polu Mokotowskiemu. Rzucono przeciwko niej nowe polskie siły, między innymi oddział lotników szturmowców.  Ostatecznie niemiecki kontratak odparto, jednak cała operacja skończyła się klęską.
Wysłany na rozpoznanie polski batalion odniósł straty sięgające 50% stanu wyjściowego, a dowodzący nim ppłk. Chmura poległ. Z 21 czołgów, które ruszyły do boju utracono, aż 7. Niemcy stracili przynajmniej jeden czołg, jeden samolot łącznikowy (Fi-175 Storch) oraz kilka samochodów ciężarowych.
POCZĄTEK KOŃCA
W kolejnych dniach nastąpiła poważna reorganizacja dowodzenia w obszarze Warszawy w związku z napływem do miasta sił polskich znad Bzury. Wkrótce potem Warszawa znalazł się w pierścieniu niemieckiego okrążenia. Od 21 września zaczął narastać ogień artyleryjski ze wszystkich kierunków. Co więcej, wraz z zakończeniem  operacji nad Bzurą sama idea obrony odosobnionej Warszawy stanęła pod znakiem zapytania.
W ciągu nocy z 23 na 24 września i przez cały następny dzień wzmogło się działanie niemieckiej artylerii, w tym również najcięższych kalibrów. Od rana 25 września dołączyły do tego naloty bombowców.
Kilkadziesiąt tysięcy rannych cywilów tłoczyło się bez należytej opieki w szpitalach i przytułkach. Place i skwery pokryły krzyże i mogiły zamieniając miasto w wielkie cmentarzysko. Bez wody i światła, bez żywności i opału, pod ciągłym ogniem artylerii oraz bombami ludność stolicy mogła łatwo stać się ofiarą epidemii. Pomimo to walki trwały nadal.

26 września ruszył szturm generalny na Warszawę. Najcięższe walki wywiązały się na kierunku południowym. Na Ochocie, pomimo ogromnej przewagi wroga, postępy niemieckiej piechoty były nieznaczne. Obrońcy odstąpili tylko po zachodniej stronie ulicy Grójeckiej do Częstochowskiej. Skrzyżowanie ulicy Opaczewskiej z Grójecką (Barykada I)  utrzymała się do zakończenia oblężenia.

Do ostatnich starć zbrojnych o Warszawę doszło niemal w tym samym miejscu gdzie walki się rozpoczęły. Nocą 27 września płk. Porwit postanowił odbić domy między ul. Częstochowską i Opaczewską by odzyskać przedni skraj obrony. Do działania przystąpiły dwa bataliony 29. Pułk Piechoty, którego żołnierze zaatakowali wzdłuż osi ulicy Szczęśliwickiej i Białobrzeskiej. Wsparcia artyleryjskiego nie było z powodu wyczerpania amunicji.
Natarcie ruszyło przed świtem 27 września jednak niemal natychmiast zostało zatrzymane morderczym ogniem z umocnionych zabudowań. Straty polskie osiągnęły liczbę 400 zabitych i rannych.

Poranny atak była ostatnią (jedną z ostatnich ?) operacją wojskową przeprowadzoną w trakcie obrony stolicy. W godzinach porannych, 27 września, polska delegacja z gen. Kutrzebą i płk. Prągłowskim udała się w kierunku pozycji niemieckich z propozycją zawieszenia broni. Parlamentariusze obu stron spotkali się … przy barykadzie na skrzyżowaniu ul. Grójeckiej i Opaczewskiej.
(Fot.) Budynek ul. Grójecka 104 obecnie i w październiku 1939 r. W trakcie walk dom ten został poważnie uszkodzony przez bombę, która  trafiła w klatkę schodową. By dostać się na drugie piętro, trzeba było przejść wąską kładką, bo brakowało schodów – mówił o tym mieszkaniec tego domu Władysław Bartoszewski. Wspominał on również, że opuszczone na czas walki mieszkania po powrocie okazały się okradzione, prawdopodobnie przez ludzi z pobliskich Szczęśliwic.
(27.09.1939 r.) Fabryka Skody ….w tle autobus w którym toczono negocjacje.
Z dniem 30 września Warszawa przeszła pod kontrolą Niemców. Na podstawie umowy kapitulacyjnej oficerowie „w uznaniu dzielności" mieli, zachowując broń boczną i pójść do honorowej niewoli, natomiast szeregowi otrzymywali zapewnienie zwolnienia do domu.

ZAMIAST EPILOGU
Teren na którym toczyły się walki we wrześniu 1939 r. wrócił na karty historii ponownie w sierpniu 1944 r., tuż po wybuch Powstania Warszawskiego. Już 5 sierpnia na terenie „Zieleniaka”, powstał  obóz przejściowy dla wypędzanych z domów mieszkańców Warszawy. Ludzi stłoczono na placu targowym pod lufami karabinów maszynowych.
W szczytowym momencie Niemcy oraz kolaborujący z nimi żołnierze RONA (Russkaja Oswoboditelnaja Narodnaja Armija) stłoczyli w tym miejscu kilkadziesiąt (60 ?) tysięcy osób. W straszliwej sytuacji znalazły się kobiety i to właściwie niezależnie od wieku, które RON-owcy gwałcili, a potem często mordowali. Zwłoki palili w sali gimnastycznej znajdującego się po sąsiedzku liceum im. Kołłątaja. Ocenia się, że na „Zieleniaku” straciło życie około tysiąca cywilów
Nie mniej tragiczne wydarzenia miały miejsce po drugiej stronie ulicy w budynku przy Grójeckiej 104. W piwnicach tego domu 4 sierpnia 1944 r. esesmani z RONA wymordowali kilkudziesięciu ukrywających się tam mieszkańców. Równocześnie w sąsiadującym z domem od południa ogródkach działkowych rozstrzelano 20 osób.

Jacek Zabielski 2018-09

 
Bibliografia:
 
Apoloniusz Zawilski - Bitwy polskiego września
 
Tadeusz Tomaszewski - Bytem szefem Sztabu Obrony Warszawy w 1939 roku, Obrona Warszawy we wspomnieniach
 
Julian Janowski - Dziennik zastępcy dowódcy obrony Warszawy w 1939 roku, Obrona Warszawy we wspomnieniach
 
Richard Hargreaves - Blitzkrieg w Polsce Wrzesień 1939
 
Archiwum Centralnej Biblioteki Wojskowej (CAW)
Co, gdzie kiedy …

(1) Dwa polskie czołgi 7TP zniszone 12.09.
(2) Fabryka Skody gdzie podpisano akt kapitulacji Warszawy 27.09
(3) Budynek ul. Grójecka 102
(4) Barykada I (skrzyżowanie ul. Grójeckiej 104 i Opaczewskiej)
(5) Barykada II ((skrzyżowanie ul. Grójeckiej i Baśniowej)
(6) Barykada III (Pl. Narutowicza)
(7) Reduta Wolnej Wszechnicy Polskiej
(8) Barykada w Al. Żwirki i Wigury
----  linia obrony wojsk polskich
 
Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem (*)
2 komentarze

Rafał
2019-01-11 15:25:00
Doskonały artykuł, widać że autor profesjonalnie podszedł do sprawy. Pozwala uzmysłowić sobie jak wyglądała Obrona Warszawy na tym odcinku. Czegoś takiego szukałem. Pozdrowienia.
Kuba
2019-01-25 22:39:26
Ciekawy wpis, w który pewnie jeszcze się będę zagłębiać. Bardzo fajne są te ilustracje z zaznaczonymi czołgami. Ładnie rozpracowane. Przyjemność z lektury zakłócają nieco literówki i błędy w odmianie, których jest naprawdę dużo!
Jeśli chodzi o uwagi merytoryczne, to nieco mylące są opisy wiaduktu na Grójeckiej/Al. Krakowskiej - raz jest opisany jako "wiadukt nad torowiskiem" a obok "wiadukt kolejowy". To wiadukt drogowy z torowiskiem tramwajowym, który przebiegał wtedy nad wykopem budowanej dopiero linii kolejowej. Nie był to więc wiadukt kolejowy (po takim przejeżdżają pociągi), trudno też uznać, że był to wiadukt nad torowiskiem, skoro to powstało dopiero po 1945 roku. Druga sprawa to zdjęcie podpisane jako Grójecka 27 - w rzeczywistości to Puławska róg Naruszewicza. Oczywiście to drobiazgi przy takim nakładzie pracy. Oby tak dalej!
(C) Jacek Zabielski kontakt@globtrotuar.pl
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego